Ja ze swojej strony polecam pozbycie się chwasta. Minął już prawie rok odkąd wyciąłem DPF'a i nie zauważyłem żadnej, dosłownie żadnej wady dla takiego rozwiązania, za wyjątkiem puszczenia czarnego dymku przy wyższych obrotach. Nie martwię się już przybywaniem oleju w silniku oraz zbędnym nabijaniem kilometrów podczas rzekomego wypalania filtra cząstek stałych.
Dla mnie ta cała procedura działania tego śmiesznego filtra wygląda tak (przepraszam za wyrażenia):
- Zbieranie gówna (sadzy) na mieście;
- Następnie wysranie się (wydalenie substancji) gdzieś poza miastem, przy okazji nabijając niepotrzebnie kilometry i zwiększając spalanie średnio o 2l/100km;
- Jeśli wypalanie nie zakończy się sukcesem (np. zostanie przerwane zgaszeniem silnika), wtedy olej napędowy pięknie spływa do miski olejowej i miesza się z olejem silnikowym (chyba nie muszę pisać, że nie jest to idealne połączenie).
Dodatkowo test spalin zrobiony w grudniu zeszłego roku na stacji diagnostycznej dał wynik 0,28 m-1. Co jest dużo poniżej obowiązującej w Polsce normy i auto bez problemu przeszło badanie techniczne. Dodam tylko, że test został wykonany na moje życzenie, bo z tego co diagnosta mówił to normalnie nie robią takich testów... Dlatego, że trzeba kręcić wysoko silnik, jest dużo hałasu i dymu, ludzie się bulwersują, że zbędnie obciąża im się silnik, więc tego nie robią. Niestety nie zrobiłem testu przed wycięciem DPF-a, ale z chęcią się dowiem jaki wynik powinien być i o ile ten DPF (i czy w ogóle) robi różnicę, więc ktoś mógłby się pochwalić takim wynikiem, o ile to testował.
Już nie wspomnę, że podczas wycięcia, zwiększyłem dodatkowo moc i moment obrotowy silnika, dzięki czemu można powiedzieć, że upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu. Polecam przejrzeć moje wpisy na starym forum.