Strona 1 z 1

Przygody z tulejami pływającymi...

: 6 mar 2020, o 08:20
autor: kamyk119
Wiem że problem jest żaden bo wystarczy wymienić i z głowy. Nie jest to skomplikowane, lewarek, klucz do kół, do tego 14, 17 i jedziemy. To pojechałem. Zaznaczam, że to moja trzecia Epica i tuleje to właściwie jedyna "awaria" która mnie dotknęła w poprzednich dwóch, w pierwszej wymienili mi w MOTOKOMBI za niebotyczne pieniądze,w drugiej zrobiłem już sam, więc kiedy usłyszałem charakterystyczne skrzypienio-pukanie z tyłu pomyślałem, idzie weekend, dwie godziny w garażu i będzie po wszystkim. Samochód na lewarku, kółko zdjęte. Klucz 14 i odkręcam. Prawa strona i dół i góra śruby poszły momentalnie. Lewy dół tak samo, lewa góra....tutaj się zaczęło. Śruba jak wiadomo lekko ukryta za nadkolem, prosty klucz nie wejdzie więc się ześlizgiwał. Napsikałem różny "odrdzewiaczy", w międzyczasie odkręciłem śrubę wahacza i wróciłem do ostatnie śrubki w tulei. Po ponad trzech godzinach kombinowania odpuściłem bo bałem się, że nakładając klucz po skosie zjadę śrubę. Zalałem kolejny raz odrdzewiacz, skręciłem resztę z powrotem i następnego dnia skombinowałem łamany klucz. Tym razem zacząłem od problematycznej nakrętki. Po godzinie walki kluczem łamanym zeszła. Uff. Bliżej niż dalej. Wyciągnąłem wahacz, tuleje stoją na dębowo. Nakrętki zeszły ale śruby w wahaczu ani drgną, nie było co tracić czasu więc w ruch poszedł diaks. Tuleje wycięte, nowe założone. Czas skręcać. Cztery nakrętki tulei gładko poszły, zakręcone. Po kilkuminutowej walce z włożeniem wahacza górnego w dolny (przy pomocy drugiego lewarka) udało się. Kręcę i kręcę tą nakrętką 17 i widzę, że to nic nie daje. Kur.... śruba w wahaczu się kręci razem z nakrętką. Wiedziałem że jest po wszystkim i trzeba kupić wahacz. Samochód na lewarku, wahacz wyjęty, koła nie ma jak założyć, więc szukam wahacza. Znalazłem na Bemowie ale sklep zamknięty w soboty. Zadzwoniłem, ubłagałem człowieka, na szczęście mieszkał blisko sklepu więc przyszedł i otworzył. Zapomniałem dodać, że od tej darmowej siłowni w piątek ledwo wstałem z wyra. Zakwasy niemiłosierne, dosłownie wszędzie. Ale... mam wahacz, kompletny z tulejami, jadę do garażu montować. 15 minut i powinno być po wszystkim. Zeszło się 20 ale wszystko grało. Czas odpocząć przed powrotem do domciu. Koniec sprawy.... Niestety nie koniec...jadę do domu, dziurka, nieduża ale ciemno i nie zauważyłem, przodem minąłem, prawym tyłem wpadłem i usłyszałem DOSŁOWNIE jakby ktoś walnął w gigantyczne cymbały. Mocno się już wtedy zniechęciłem, stąd pytanie dla tych co wymieniali sami. Czy przy wymianie skręcaliście tuleje z wahaczem tak, żeby miały chociaż lekki opór? Czy latały sobie całkowicie luźno. Skojarzyłem, że w moim wahaczu latały całkowicie luźno i ich nie dokręcałem, myślałem, że takie jest "ustawienie fabryczne", więc podejrzewam, że to one są źródłem dźwięku przy przejeżdżaniu przez małe nierówności. Dajcie znać jak wasze tuleje kręciły się w wahaczu, luźno czy z oporem. Na koniec kilka rad. Zawsze spryskajcie nakrętki mocujące tuleje do nadwozia, zawsze zaczynajcie od lewej górnej śruby, zakręcając nakrętkę wahacza, jeśli poczujecie za duży opór, odkręćcie i nakręcajcie jeszcze raz. Opór oznacza, że nie trafiliście w gwint i przy mocniejszym pociągnięciu zerwiecie śrubę w wahaczu.