Problem z silnikiem Cruze 1.8 LT +LPG
: 26 lut 2025, o 10:29
Witam wszystkich,
Od dłuższego czasu przeglądam forum i niejednokrotnie drobne problemy jakie napotkałem byłem wstanie samodzielnie naprawić przy pomocy powstałych tu tematów.
Do sedna, właścicielem auta jestem chyba od 2022roku, od samego początku auto dziwnie się zachowywało, nie reagowało na gaz, lubiło się przytkać. W związku z tym w pierwszej kolejności wymieniłem świece, cewkę, odmę, zrobiłem płukanie silnika, zalałem oryginalny olej i wymieniłem filtry. Wszystkie te czynności nie przyniosły poprawy, mało tego czasami wywalało bład pierwszej sondy lambda, oczywiście wymieniłem. Międzyczasie założony został nowy rozrząd i kzf. Auto dalej miało swoje humorki raz działało bez zarzutów a raz był zamulony, w końcu stwierdziłem że pewnie gaz zrobią swoje i tak ma być. Wreszcie przed końcem 2023 roku na jednej ze stacji po zalaniu pb 98 poszedłem zapłacić za paliwo a gdy wróciłem i odpaliłem auto poszła za mną szaro niebieska chmura. Nie wiem co wtedy pomyślałem że pojechałem do domu. Wtedy też przy jeździe Cruze zaczął czasami puszczać dymki i zaczął się pobór oleju. Zaniepokojony stanem rzeczy stwierdziłem że szlag trafił głowicę. Podzwonilem po warsztatach a następnie trafiłem na jedną z firm regenerująca głowicę, tam zrobili kompleksową naprawę (gniazda wstawione nowe, uszczelniacze, popychacze, planowanie itp. itd.) zadowolony naprawą założyłem ją do auta wraz z nową uszczelką i śrubami. Myśląc już że moje problemy się tu kończą, odpalam auto i zaczynam jeździć. Radość z jazdy nie trwała długo, auto ponownie dymiło, więc wróciłem z powrotem do warsztatu mówiąc że auto pobiera ok. 1l na 100km, tam sprawdzili uszczelniacze i powiedzieli że problemem nie jest głowica (ślady oleju na 4 wylocie). Zdenerwowany zlaniem postanowiłem pojechać do innej firmy gdzie sprawdzili ponownie głowicę, ponowne planowanie śruby itp. wszyscy zgodnie obwiniali blok silnika oraz jego pierścienie, stwierdziłem że jestem wstanie sam powymieniac panewki i sprawdzić tłoki, tuleje (w normie) i wstawić pierścienie. Wszystko wymienione założone a auto jak paliło olej tak dalej pali od 0,5-1l na 100 km a za mną chmura jakbym chciał się przed kimś ukryć. Twierdząc że włożyłem już trochę pieniędzy w remont postanowiłem kupić gotowy blok z całym osprzętem a po złożeniu ponownie to samo. Zdesperowany dałem blok do regeneracji, tam planowanie, szlif wału, nowe panewki, wstawiono nowe tuleje (tłoki ok). Magicy twierdzili że nie mówiłem nic o pierścieniach więc kupiłem je sam tj. zestaw pierścieni tłoka 800114410000 KOLBENSCHMIDT. Zamontowałem ponownie, szlify uszczelki i śruby. Myślę no teraz już nie ma co się bać trzeba jeździć i dotrzeć silnik. 1000km zrobione auto czasami kopci pali olej ok 0,5 l na 100km więc olej został wymieniony na dolewkach. Widząc że poprawa jest niewielka postanawiam jeszcze raz ściągnąć żeberka a tam olej na 4 wylocie. Załamany stwierdzam że daję mu ostatnia szansę i wymieniam na własną rękę uszczelniacze bez zdejmowania głowicy, za dużo pieniędzy poszło w remont i żona by mnie ukatrupila. Wymianę zaczynam od pierwszego tłoka uszczelniacze nie wyglądają źle, może śladowe ilości oleju są ale bez szału. Dochodzę w końcu do 4 tłoka i zrezygnowany wymianą 14 sztuk (nic niepokojącego nie znalazłem) ściągam ostatnie dwa a tam ku mojemu zdziwieniu pojawia się czarny zeschnięty olej. Uszczelniacze założone, auto odpalone o dziwo nie dymi, nie mam już oleju, godzina wieczorowa więc go nie kupię ale stwierdzam że w bagażniku jest 0,5l więc go dolewam jednak o zgrozo zapominam sprawdzić poziomu oleju (olej był między min a max) ale nie wiem ile jest go dokładnie, macham rekon i robię 100km auto w tym czasie raz się przydusza i puszcza lekki dym z rury którego za moment nie widać (w porównaniu do tego co było to był pierd).
W chwili obecnej zrobiłem kilkanaście kilometrów (praca do) i nie wiem czy pobiera olej czy nie to stwierdze dopiero za jakiś czas. Dzisiaj wjeżdżam na rondo po przejechaniu 5km a auto mi odcina (dzień wcześniej wyskakuje czek z czujnikami położenia wałków rozrządu, te dzisiaj odbieram po skasowaniu błędu już się nie pojawia) i nagle nie ma reakcji na gaz ja mu gaz do podłogi a on nic ani obroty ani nic się nie dzieje jakimś cudem zjechałem z ronda w po chwili auto odzyskuje moc i pędzi jak szalone.
Panowie powiedzcie mi w czym jest problem, czy z opisu jest jeszcze co ratować czy auto zakończyło już swój żywot.
Dane pacjenta:
Chevrolet Cruze, 1.8 LT 141km w gazie przejechane 240 000km
Od dłuższego czasu przeglądam forum i niejednokrotnie drobne problemy jakie napotkałem byłem wstanie samodzielnie naprawić przy pomocy powstałych tu tematów.
Do sedna, właścicielem auta jestem chyba od 2022roku, od samego początku auto dziwnie się zachowywało, nie reagowało na gaz, lubiło się przytkać. W związku z tym w pierwszej kolejności wymieniłem świece, cewkę, odmę, zrobiłem płukanie silnika, zalałem oryginalny olej i wymieniłem filtry. Wszystkie te czynności nie przyniosły poprawy, mało tego czasami wywalało bład pierwszej sondy lambda, oczywiście wymieniłem. Międzyczasie założony został nowy rozrząd i kzf. Auto dalej miało swoje humorki raz działało bez zarzutów a raz był zamulony, w końcu stwierdziłem że pewnie gaz zrobią swoje i tak ma być. Wreszcie przed końcem 2023 roku na jednej ze stacji po zalaniu pb 98 poszedłem zapłacić za paliwo a gdy wróciłem i odpaliłem auto poszła za mną szaro niebieska chmura. Nie wiem co wtedy pomyślałem że pojechałem do domu. Wtedy też przy jeździe Cruze zaczął czasami puszczać dymki i zaczął się pobór oleju. Zaniepokojony stanem rzeczy stwierdziłem że szlag trafił głowicę. Podzwonilem po warsztatach a następnie trafiłem na jedną z firm regenerująca głowicę, tam zrobili kompleksową naprawę (gniazda wstawione nowe, uszczelniacze, popychacze, planowanie itp. itd.) zadowolony naprawą założyłem ją do auta wraz z nową uszczelką i śrubami. Myśląc już że moje problemy się tu kończą, odpalam auto i zaczynam jeździć. Radość z jazdy nie trwała długo, auto ponownie dymiło, więc wróciłem z powrotem do warsztatu mówiąc że auto pobiera ok. 1l na 100km, tam sprawdzili uszczelniacze i powiedzieli że problemem nie jest głowica (ślady oleju na 4 wylocie). Zdenerwowany zlaniem postanowiłem pojechać do innej firmy gdzie sprawdzili ponownie głowicę, ponowne planowanie śruby itp. wszyscy zgodnie obwiniali blok silnika oraz jego pierścienie, stwierdziłem że jestem wstanie sam powymieniac panewki i sprawdzić tłoki, tuleje (w normie) i wstawić pierścienie. Wszystko wymienione założone a auto jak paliło olej tak dalej pali od 0,5-1l na 100 km a za mną chmura jakbym chciał się przed kimś ukryć. Twierdząc że włożyłem już trochę pieniędzy w remont postanowiłem kupić gotowy blok z całym osprzętem a po złożeniu ponownie to samo. Zdesperowany dałem blok do regeneracji, tam planowanie, szlif wału, nowe panewki, wstawiono nowe tuleje (tłoki ok). Magicy twierdzili że nie mówiłem nic o pierścieniach więc kupiłem je sam tj. zestaw pierścieni tłoka 800114410000 KOLBENSCHMIDT. Zamontowałem ponownie, szlify uszczelki i śruby. Myślę no teraz już nie ma co się bać trzeba jeździć i dotrzeć silnik. 1000km zrobione auto czasami kopci pali olej ok 0,5 l na 100km więc olej został wymieniony na dolewkach. Widząc że poprawa jest niewielka postanawiam jeszcze raz ściągnąć żeberka a tam olej na 4 wylocie. Załamany stwierdzam że daję mu ostatnia szansę i wymieniam na własną rękę uszczelniacze bez zdejmowania głowicy, za dużo pieniędzy poszło w remont i żona by mnie ukatrupila. Wymianę zaczynam od pierwszego tłoka uszczelniacze nie wyglądają źle, może śladowe ilości oleju są ale bez szału. Dochodzę w końcu do 4 tłoka i zrezygnowany wymianą 14 sztuk (nic niepokojącego nie znalazłem) ściągam ostatnie dwa a tam ku mojemu zdziwieniu pojawia się czarny zeschnięty olej. Uszczelniacze założone, auto odpalone o dziwo nie dymi, nie mam już oleju, godzina wieczorowa więc go nie kupię ale stwierdzam że w bagażniku jest 0,5l więc go dolewam jednak o zgrozo zapominam sprawdzić poziomu oleju (olej był między min a max) ale nie wiem ile jest go dokładnie, macham rekon i robię 100km auto w tym czasie raz się przydusza i puszcza lekki dym z rury którego za moment nie widać (w porównaniu do tego co było to był pierd).
W chwili obecnej zrobiłem kilkanaście kilometrów (praca do) i nie wiem czy pobiera olej czy nie to stwierdze dopiero za jakiś czas. Dzisiaj wjeżdżam na rondo po przejechaniu 5km a auto mi odcina (dzień wcześniej wyskakuje czek z czujnikami położenia wałków rozrządu, te dzisiaj odbieram po skasowaniu błędu już się nie pojawia) i nagle nie ma reakcji na gaz ja mu gaz do podłogi a on nic ani obroty ani nic się nie dzieje jakimś cudem zjechałem z ronda w po chwili auto odzyskuje moc i pędzi jak szalone.
Panowie powiedzcie mi w czym jest problem, czy z opisu jest jeszcze co ratować czy auto zakończyło już swój żywot.
Dane pacjenta:
Chevrolet Cruze, 1.8 LT 141km w gazie przejechane 240 000km