wszim pisze: 18 lis 2018, o 23:29
Tomek (tdon) będę polemizować...
Dobrze Wojtku, lubię z Tobą popolemizować
wszim pisze: 18 lis 2018, o 23:29...Co konkretnie w tym przypadku masz na myśli bo się nie zgodzę o ile zrozumiałem treść jak zrozumiałem...
Trochę wiedzy tajemnej:
Jak wiesz, akumulator nawet prawie całkiem rozładowany, nadal utrzymuje napięcie w okolicach 12V (pomijam sytuacje ekstremalne). Sprawny alternator ogranicza napięcie wyjściowe na poziomie ... powiedzmy 14,5 V (dla okrągłości). Zatem cały proces ładowania akumulatora odbywa się na zasadzie "przepychania prądu" na skutek różnicy tych dwóch napięć przez obwód o pewnej rezystancji. Ta różnica napięć na początku ładowania wynosi zatem ok. 2,5V, potem, w miarę postępu ładowania akumulatora, maleje do zera.
Skupmy się na początkowej fazie ładowania. Twój alternator jest w stanie wygenerować prąd rzędu kilkudziesięciu amperów i zasadniczo takim prądem (ewentualnie nadwyżką ponad chwilowe zużycie) mógłby doładowywać Twój akumulator, ale ... warunki obwodu muszą mu na to pozwolić. Zwróć uwagę, że skrajnie korzystne warunki dodatniego bilansu prądowego nie występują podczas jazdy cały czas, lecz jedynie chwilami (odpowiednio wysokie obroty, mniejsze chwilowo zapotrzebowanie na prąd np. podczas postoju wentylatora chłodnicy, itd, itd.) No i w chwilach, kiedy alternator mógłby wykorzystać nadwyżki, kłania się prawo Ohma. Aby móc doładować akumulator np. prądem 20A (tu pamiętajmy o różnicy napięć rzędu max 2,5V), rezystancja obwodu ładowania nie może być większa niż ... tak, tak: 2,5/20 = 0,125 oma (!!!), o większych prądach już nie wspomnę...
Jeśli rezystancja obwodu jest większa, to alternator, pomimo możliwości wygenerowania większego prądu nie zrobi tego, bo nie jest w stanie go wepchnąć do akumulatora. Taki stan rzeczy wpływa na permanentne niedoładowanie akumulatora i odbija się na jego kondycji. Chyba nie muszę Cię przekonywać, że wzrost rezystancji obwodu o 0,1 czy 0,2 oma może nastąpić naturalnie (masa, klemy itd.) i nie wzbudzi podejrzeń laika.
No ale Ty już teraz na pewno nie jesteś laikiem
Mój standardowy test ładowania, który zawsze wykonuję kolegom na ich prośbę o pomoc, polega na zapięciu cęgów na główny przewód (najlepiej masę akumulatora bo widzę sumę) i woltomierza na akumulator na wyłączonym silniku a następnie zapaleniu przy obserwacji wskazań mierników. Po pierwsze widzę stan akumulatora i obwodu rozrusznika podczas kręcenia, po drugie widzę reakcję alternatora i obwodu ładowania na stan mocno obniżonego napięcia tuż po rozruchu silnika.
Sprawa prądu rozrusznika wydaje się jasna. Co do ładowania, jeśli zaraz po rozruchu widzę prąd doładowania akumulatora na poziomie 50-60A, to jestem pewien, że z obwodem ładowania jest wszystko OK (widzę, że taki prąd jest w stanie płynąć). Jeśli natomiast prąd ledwie łapie wartości plusowe, to jest coś mocno nie tak - albo akumulator już do dupy i natychmiast łapie pełne napięcie (czyli znika różnica konieczna do ładowania), albo rezystancja obwodu jest tak duża, że spadek napięcia na niej uniemożliwia prawidłowe ładowanie.
Oczywiście ideałem jest, gdy ta rezystancja zmierza do zera. Wówczas nawet przy większym stopniu naładowania akumulatora, kiedy jego napięcie jest rzędu 13V (czyli różnica napięć jest mniejsza niż założone na początku 2,5 V), alternator potrafi go skutecznie doładować nie dopuszczając do spadku poziomu naładowania.
Jak sprawić aby było dobrze nie będę Ci tłumaczył...chyba że będzie potrzeba, bo mam "patent" na wyszukiwanie i pomierzenie w aucie rezystancji na poziomie miliomów.
To tak nieco chaotycznie i na szybkiego.
Dodano po 14 minutach 17 sekundach:
huri_khan pisze: 18 lis 2018, o 22:14
...Potrafią zdiagnozować samochód nie widząc go na oczy
Czasem nie trzeba diagnozować samochodu, wystarczy zdiagnozować akumulator odesłany przez nabywcę, aby przekonać się, że to nie on jest winny.