Mam taką przypadłość - jakiś czas temu całkiem przypadkiem zajrzałem do ASO z ciekawości zapytać, czy oby GM nie przewidziało akcji serwisowej w moim CRUZE. A i owszem - należy wymienić zbiorniczek płynu wyrównawczego, bo fabryczne ponoć pękają. 3 tygodnie czekania na część, 2 godziny na warsztacie (nie wiem, co oni tam tyle czasu robili) i zbiornik wymieniony. Kontynuowałem korzystanie z auta.
Jakiś może tydzień później zobaczyłem niedużą plamę na podjeździe - szybki look pod auto - kropelka na osłonie - na palec -> płyn chłodniczy. No to sru do ASO i pytanie "jak to"? To panowie poświecili latarką, pokazali palcem na wentylatory -> "o tu, ma pan pękniętą chłodnicę, to normalne przy 100 tys w tym modelu, wszystkie z czasem pękają". Mocno się zdziwiłem
Ale ok - zapytałem o chłodnicę - oczywiście na zamówienie za drobne ~1000zł plus ze 600 wymiana za jakieś 3 tygodnie...
Wdupietomając zamówiłem zamiennik i w niezależnym warsztacie miałem wszystko wymienione 3 dni póżniej za 1/4 ceny. Jednak na drugi dzień płynu znów jakby mniej. Wizyta w warsztacie niezależnym, popatrzyli, niby wszystko OK "ale może korek w nowym zbiorniku panu ciśnienia nie puszcza i płyn wysrywa", no to kambek do ASO - "korek ma pan stary, tylko zbiornik wymianialiśmy, ale sprawdzimy". Godzinkę zagrzali, posprawdzali: "wszystko jest OK", no to jeździłem dalej. Z początku niby stan płynu się ustabilizował pomiędzy max na ciepłym, a jedną kreską niżej na zimnym. Jakies 1000km później, czyli dziś zaglądam, a tam płynu na 3 kresce od góry! Odkręciłem korek, podeszło pod 2 kreske, co nie zmienia faktu, że płynu najprawdopodobniej ubyło.
Jak traktować ten ciąg zbiegów okoliczności i gdzie szukać przyczyny? Dodam, że poprzednia chłodnice miała rozdmuchane dolne lamele, co by wskazywało na nadnormatywne ciśnienie w układzie, ale jak o tym wspomniałem w ASO, to stwierdzili, że właśnie w ten sposób te chłodnice się psują w Cruzach i w Orlando.
